Janusz Kowalik dla VI: „Milik nie chciał grać dla Lewandowskiego”

Janusz Kowalik dla VI: „Milik nie chciał grać dla Lewandowskiego”

VI nawiązuje kontakt z wybitnymi piłkarzami i analizuje z nimi mecze Mistrzostw Świata. Tym razem, przy okazji meczu grupowego Polska – Kolumbia, gości u Janusza Kowalika.

Obok nowego trenera PSV i jego teścia, południowo-limburska wioska Meerssen z pewnością może się pochwalić jeszcze jednym sławnym piłkarskim nazwiskiem – chodzi o Janusza Kowalika. Jednak w przeciwieństwie do Marka van Bommela i Berta van Marwijka Polak może anonimowo poruszać się po ulicach całej Holandii. Ale on też może się pochwalić wyjątkową karierą. Dokładnie pięćdziesiąt lat temu został koronowany na najlepszego strzelca i najbardziej wartościowego zawodnika amerykańskiej ligi zawodowej. Później Kowalik ponownie przekroczył Atlantyk i przez 5 lat był nieuchwytnym napastnikiem Sparty Rotterdam. Następnie grał jeszcze w barwach NEC Nijmegen i MVV Maastricht. Według własnych obliczeń Kowalika, samego siebie określającego jako typ Romario, strzelił on w karierze około 250 goli. W latach siedemdziesiątych objeżdżał Stany Zjednoczone z drużyną gwiazd, w której wraz z Pelé tworzył awangardę. „Goerge Best był za mną w rezerwie” – mówi radośnie 74-letni Kowalik.

Opowiada wiele o swoich doświadczeniach i dopiero na czas spostrzegł, że właśnie ma się zacząć mecz Polski z Kolumbią. Nie żeby miał ciągle bliskie relacje ze swoją ojczyzną. Hymn narodowy nie wzbudza już w nim szczególnych uczuć. Kowalik nie będzie też nie spał po nocach, jeśli Białoczerwoni przegrają dzisiaj, tak jak w pierwszym meczu z Senegalem. „Tak długo nie byłem w Polsce. To piękny kraj, chętnie go jeszcze odwiedzę. Mam też nadzieję że wygrają, ale tylko jeśli na to zasłużą.”

„Nie było o tym mowy w meczu przeciwko Senegalowi”, mówi zdegustowany Kowalik. „To było bezwartościowe! Wysoko oceniałem trenera Adama Nawałkę, znam go osobiście, ale jego taktyka nie była właściwa. Przede wszystkim Arek Milik tylko przeszkadzał. Nie chciał pracować na korzyść Roberta Lewandowskiego, a nie może mu nawet sznurówek wiązać.”

Żona Els, z którą Kowalik jest od czasów Maastricht, stawia na stole kawę i ogromne ciasto. Jej mąż zauważa z aprobatą, że Milik zniknął z jedenastki. Mimo to niezbyt wierzy w sukces. „Jest czterech cholernych defensywnych pomocników. Prawy obrońca po lewej stronie. Trzech chłopaków, którzy potrafią atakować, reszta to manekiny. Biedny Lewandowski.”

Kowalik, od lat pracujący jako opiekun piłkarzy, mówi, że niewiele brakowało, a wielka gwiazda polskiej piłki grałaby w PSV. „Kiedy Fred Rutten był trenerem, wyjechał do Polski, aby obserwować Marcelo z Wisły Kraków w meczu przeciwko Lechowi Poznań. Zadzwoniłem do Marcela Brandsa: Napastnik przeciwnika, musicie go zobaczyć. Już wtedy był fenomenalny i kosztował tylko dwa miliony euro. Jego agent poprosił mnie, żebym zbadał możliwość transferu do Holandii.” Potrząsa głową: „PSV zatrudniło Marcelo i odpuścili Lewandowskiego. Kilka miesięcy później zabrała go Borussia Dortmund. Chwilę później znowu zadzwonił do mnie Brands: „Więc jesteśmy nim bardzo zainteresowani”. Dobrze, mówię, ale teraz będzie kosztować 50 milionów euro.

W tę niedzielną noc napastnik przegrywa w Kazaniu. Zawodnicy z Europy Wschodniej znowu mieli dynamikę piłkarzyków na drążku z futbolu stołowego. Dziwne, po imponujących eliminacjach, kiedy Lewandowski skończył jako król strzelców. „To była łatwa grupa.” – niuansuje Kowalik. „Polacy liczyli przynajmniej na półfinał. Bzdury! Zespół ma wiele słabych punktów, zwłaszcza z tyłu. Polski futbol jest chory, duża w tym wina korupcji. Nawet w reprezentacji narodowej. Chłopaki są przygotowywani, bo ktoś liczy, że zarobi na ich sprzedaży. Dziennikarze także uczestniczą w tej konspiracji. Są opłacani, aby nie pisać tego, co wiedzą. Mam bardzo dobre źródła, wiem co mówię.” Szczęsny kapituluje przy strzale głową Yerry’ego Miny na 1-0. „Po ptokach” – komentuje Kowalik.

Podczas reszty spotkania kolekcjoner dzieł sztuki oprowadził nas po obrazach i rzeźbach zebranych w jego domu. Przy okazji opowiada przeróżne historie i anegdoty. Jak uciekł z komunistycznej Polski, żeby grać w Stanach Zjednoczonych, czyn, który bardzo mu ciążył. Po sześciu międzynarodowych meczach został wykluczony z reprezentacji narodowej i jeszcze przez lata odczuwał na swoich plecach gorący oddech KGB. W USA miał ochronę 24 godziny na dobę. Jako uparty piłkarz często miał na pieńku z trenerami, tak jak z George Kesslerem w Sparcie. „Przeciwko AZ posadził mnie na ławce, bo odmówiłem gry w defensywie. Po pierwszej połowie przegrywaliśmy 0-1. Wszedłem, strzeliłem dwa gole i wygraliśmy. Później wyjaśniłem to Kesslerowi jeszcze raz. Nie będę za nikim biegał. Nasi obrońcy odbierają piłkę, ja strzelam i przeciwnik już nigdy nie ośmieli się iść naprzód. Prawda, nie słuchałem się nikogo.”

W czasie, gdy był trenerem Nigerii, odkrył gdzieś na piaszczystym polu piłkarza z doskonałą techniką – Jay-Joya Okochę. Jako trener greckiego Ionikosu trafił do aresztu za podburzające gesty w kierunku publiczności. Kowalik ukończył studia uniwersyteckie z wychowania fizycznego i historii, i grał z myślą napisania politycznie zabarwionej książki. Jest przyjacielem Lecha Wałęsy, napił się z Deanem Martinem, miał kontakty z mafią i korespondował z papieżem Janem Pawłem II. Im bezbarwniej grają Polacy, tym bardziej kolorowe stają się opowieści Kowalika.

W międzyczasie zrobiło się 3-0 dla Kolumbii, na ekranie telewizora legendy René Higuita i Carlos Valderrama wpadają sobie w ramiona. Kowalik ledwo patrzył na ekran, ale to nie znaczy, że nie ma zdania. „Najgorszy mecz reprezentacji Polski jaki kiedykolwiek widziałem!” Gdyby tylko polscy piłkarze mieli coś z ognistego i awanturniczego temperamentu swoich pionierskich rodaków. Mistrzostwa Świata mogły się dla nich zakończyć zupełnie inaczej.

Tłumaczenie tekstu Geerta-Jana Jakobsa z Voetbal International.

Zdjęcie: VI

Tekst oryginalny: https://www.vi.nl/pro/overig/milik-verdomt-het-in-dienst-van-lewandowski-te-spelen#_=_

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Facebook